Spacer po polach herbaty w Cameron Highlands

Czy każdy Polak kocha herbatę?

Często śmiejemy się, że nie zdalibyśmy testu polskości, bo nie jesteśmy fanami herbaty. Właściwie ten napój mógłby dla nas nie istnieć, no może z wyjątkiem mroźnych zimowych wieczorów, kiedy pomaga się rozgrzać. Zawsze w wielkim zdziwieniu przysłuchujemy się opowieściom o różnych gatunkach i odmianach. Nas to zupełnie nie kręci. I nawet jeśli czasem wkręcimy się w te historie, bo lubimy, kiedy ktoś opowiada o czymś z pasją, to już sama degustacja nigdy nas na kolana nie powala. Ta reguła – jak większość – ma jednak jeden wyjątek. Zdarzył się w Chinach, a dokładniej podczas naszej wizyty w Guangzhou. Kolega Jacka – Michał, u którego się zatrzymaliśmy zaaranżował nam piękny spektakl parzenia i smakowania kilku gatunków herbaty. Było naprawdę magicznie!

 

Plantacje herbaty w Cameron Highlands

Choć miłośnikami bursztynowego naparu nie jesteśmy, herbaciane plantacje bardzo chcieliśmy zobaczyć. Chodziły za nami już od czasu Indii, gdzie nie daliśmy rady dojechać do Munnaru. Uznaliśmy, że są wyjątkowo fotogeniczne i musimy sobie na takie morze zieleni popatrzeć. Na szczęście w Azji można je zobaczyć w kilku krajach. Jeśli nie uda Ci się w jednym, na pewno będzie szansa w kolejnym.

 

I tak w trakcie naszego pobytu w Malezji, Cameron Highlands wskoczyło na naszą listę punktów obowiązkowych, które koniecznie chcemy zobaczyć w tym kraju. To niezwykle popularne wśród turystów (także lokalnych) miejsce. To taka oaza, która pozwala na odrobinę wytchnienia od azjatyckich upałów. W ciągu dnia temperatura tutaj nie przekracza 25 stopni i bardzo często zdarzają się deszcze (szczególnie po południu).

 

Nie tylko herbata

Po drodze mijamy liczne plantacje truskawek. Zaświeciły nam się oczy, bo trochę tęskniliśmy za tymi typowo letnimi polskimi owocami jak właśnie truskawki, czereśnie, maliny… Tak, wiemy – trochę to dziwne, biorąc pod uwagę, że Azja Południowo-Wschodnia jest owocowym rajem. No ale co z człowiekiem robi tęsknota i nostalgia.

 

Okazało się jednak, że truskawki są dobrem luksusowym. Można sobie na przykład samemu nazbierać pół kilo za 20 ringitów (20 pln)… To my jednak zostaniemy przy mango. Jackowi udało się w końcu znaleźć gdzieś panią, która sprzedała nam trochę mniejszą ilość za cztery razy niższą cenę. Także udało się nam polskie fantazje choć po części zaspokoić.

 

Spacer wśród zielonych krzewów

Kiedy już dotarliśmy na miejsce, poczuliśmy się lekko rozczarowani. Owszem, jest pięknie, zieleń głęboka i soczysta mieni się różnymi odcieniami. Niby wszystko wygląda jak na zdjęciach, tylko myśleliśmy, że skala będzie bardziej imponująca. Ruszyliśmy jednak na spacer wśród gęstych krzewów i podobało nam się coraz bardziej. Większość osób nie zapuszcza się za bardzo w to morze zieleni, przystaje jedynie na kilku punktach widokowych i zamawia herbatę z ciastkiem w kawiarni. Także błąkaliśmy się tak bez celu praktycznie sami, łapiąc najładniejsze kadry, bo miejsce to na zdjęciach wypada nieziemsko. Mamy nadzieję, że się z nami zgadzacie?

 

Chcesz się dowiedzieć więcej o Malezji? Zajrzyj tutaj:

Nieodparty urok Georgetown

Przegląd malezyjskich wysp

 

Post został przygotowany na laptopie marki

1Komentarz

Skomentuj