Sajgon – miasto pozytywnej energii

Ale Sajgon!

Prawdę mówiąc nie spodziewaliśmy się zbyt wiele po Sajgonie. Jego oficjalna nazwa Ho Chi Minh sugeruje szarą, komunistyczną metropolię. Do tego jako główne atrakcje wymieniane są miejsca związane z wojną. Rzeczywiście portrety Wujaszka Ho wiszą w wielu miejscach, powiewają czerwone flagi, ale jest to niezwykle dynamiczne, tętniące życiem miasto utożsamiane z rozwojem Wietnamu. Wysokie wieżowce, szerokie ulice pełne pędzących skuterów, eleganckie restauracje i sklepy. Jest głośno, tłocznie i intensywnie.

 

 

 

Nie przepadamy za dużymi miastami i zazwyczaj dość szybko z nich uciekamy. Lecieliśmy do Sajgonu na łeb na szyję, żeby spotkać się ze znajomymi. Był plan pociągu, ale trochę się zasiedzieliśmy w Sapie w oczekiwaniu na okienko pogodowe i 35 godzin podróży nie mieściło się w naszym harmonogramie. Na szczęście loty wewnętrzne można znaleźć w rozsądnej cenie nawet na kilka dni przed wylotem. Najczęściej jednak o dziwnej porze – nam się trafił lot o 5.30.

Mieliśmy sporo szczęścia, bo nasz nocny autobus z Sapy do Hanoi wysadził nas kilka km od lotniska. O 3 rano mieliśmy do wyboru dłuższy spacer i negocjację z taksówkarzem oraz panem na motorze. Wbrew zdrowemu rozsądkowi wygrała ostatnia opcja i zapakowaliśmy się na skuter z naszymi niemałymi bagażami. Facet prowadził z dużym plecakiem Jacka między nogami, ja w środku z małym plecakiem na ramieniu i na tyłach Jacek z moim dużym plecakiem na plecach i mniejszym na ramieniu. W Wietnamie na skuterze można przewieźć wszystko i są tam do takich widoków przyzwyczajeni, ale nas ta przejażdżka mocno rozbudziła o tej wczesnej porze.

 

Miasto dobrej energii

Kiedy już wylądowaliśmy w Sajgonie i zrobiliśmy wstępne rozeznanie, stwierdziliśmy, że to przyjazne miejsce, gdzie nie ma niczego, co by bardziej przykuło naszą uwagę. Miasto jednak rozsiało wokół nas jakiś dziwny urok. Dobrze się tam czuliśmy i nie mieliśmy specjalnie ochoty wyjeżdżać. Do dziś nie jesteśmy w stanie sobie wytłumaczyć, co tak naprawdę nam się tak spodobało. Jakaś pozytywna energia w powietrzu. Widać, że miasto żyje: całe rodziny i grupki znajomych przesiadują w parkach lub nad rzeką, grają w badmintona, plotkują. A do tego świetne jedzenie na każdym kroku. Wszystko się kręci wokół niego. Niesamowity wybór – od maleńkich garkuchni serwujących jedno danie po wymyślne restauracje, których nie powstydziłaby się żadna europejska stolica. Można przebierać, próbować nowych smaków i nigdy się to nie znudzi.

 

Co zobaczyć w Sajgonie

Sajgon to ogromne miasto. Większość turystów trafia do 1 dzielnicy i niespecjalnie się zapuszcza gdzieś poza nią. Znajdziemy tu wiele bardziej lub mniej przyjaznych knajpek, kolorowy targ i Muzeum Pozostałości Wojennych. To ostatnie miejsce robi duże wrażenie. Przytłacza. Za dużo sugestywnych obrazów ludzkiego cierpienia. Z każdym kolejnym zdjęciem zaciska się gardło. Można narzekać, że jest bardzo jednostronne, pokazuje jedynie brutalność Amerykanów, a Wietnamczycy przedstawieni są jako ciemiężeni miłośnicy pokoju. Prawda jest jednak taka, że ta interwencja była złą decyząę. Wielu polityków przyznało to po czasie. Nie na taką skalę, nie z użyciem takich środków. Dane dotyczące ilości zrzuconych bomb i użytej broni chemicznej są zatrważające.

 

Tunele Cu Chi

Docieramy też do słynnych tuneli Cu Chi. Położone są ok 35 km poza miastem, ale w każdym biurze można znaleźć tanią wycieczkę w to miejsce. My polecamy jednak opcję skuterową. Najpierw szalony przejazd przez miasto, potem krajobraz drastycznie się zmienia – robi się zielono, sennie. W przydrożnych knajpach rozwieszone są hamaki zapraszające na popołudniową siestę. Okoliczni mieszkańcy przyglądają się nam z zaciekawieniem, machają i pozdrawiają uśmiechem. Prawdziwa sielanka, gdyby nie prażący upał i gryzący kurz. Tunele można odwiedzać w dwóch miejscach: Ben Dinh i Ben Duoc. W to pierwsze trafiają właściwie wszystkie zorganizowane grupy.

My jednak mijamy je i jedziemy do tych położonych dalej, bo podobno to właśnie one są częścią oryginalnego kompleksu i pozostały w surowym stanie, nieprzystosowane do turystów. To jakaś legenda, która niewiele ma związku z prawdą. Może tak było kiedyś, ale teraz korytarze są już poszerzone. Co nie znaczy że przyjemnie jest przejść nimi 300 m. Są niskie, wąskie, co jakiś czas przelatują nietoperze. Idziemy w kilka osób i wszyscy wychodzimy, z trudem łapiąc oddech i wycierając pot z czoła. Nasz przewodnik patrzy na nas z rozbawieniem. Cały kompleks ma 250 km i niektóre rozwiązania były naprawdę imponujące. Wietnamczycy lubują się w pokazywaniu, jacy byli sprytni i jak udało im się przechytrzyć Jankesów. Ten Vietcong to naprawdę nie był łatwy przeciwnik. Amerykanie chyba po prostu nie mieli pojęcia, w co się pakują.

 

Czy warto odwiedzić Sajgon

Sajgon szturmem wpisał się na listę naszych ulubionych azjatyckich miast. Na pewno przyczyniły się do tego świetne jedzenie i szalone rajdy skuterem. Te ostatnie pozwoliły nam poznać ulice z trochę innej perspektywy. Nie mogliśmy wyjść z podziwu dla fantazji Wietnamczyków co do zasad ruchu i obładowania jednośladu. Przewozić można rzeczy najróżniejsze – może być to nawet materac, który tylko trochę przeszkadza w trakcie jazdy. Na skuterze zmieści się cała rodzina: dwójka dorosłych z dwójką dzieci, a jeżeli dziecko jest tylko jedno, to w zamian można dołożyć psa. Nie ma rzeczy niemożliwych.

W Sajgonie udało nam się też zupełnie przypadkiem spotkać z naszą znajomą, która podróżuje po Azji już od 8 miesięcy. Minęliśmy się w Hanoi i wydawało się, że minie sporo czasu, zanim uda nam się to nadrobić. Niespodziewanie znaleźliśmy się w Ho Chi Minh City w tym samym czasie i mogliśmy wymienić się historiami z podróży przy piwie. Opowieściom nie było końca, skończyła się za to cierpliwość Wietnamczyków i wyproszono nas z baru za zbyt wolne picie piwa! Nigdy bym nie podejrzewała, że coś takiego nas spotka. Taki wstyd! J Fajnie jest w podróży poznawać nowych ludzi, ale jeszcze lepiej jest spotkać gdzieś w trasie, na drugim końcu świata kogoś znajomego. Szczerze liczymy na więcej takich spotkań!

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o Wietnamie? Zajrzyj tutaj:

Hanoi – miasto magii

Wyspa Cat Ba – nasze wrota do zatoki Ha Long

Sapa – noc wśród tarasów ryżowych pełnych błota

Senne życie Delty Mekongu

Wietnam od kuchni

 

Post został przygotowany na laptopie marki

 

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.