dziki kemping Canyonlands sledźnas.pl

Roadtrip przez Ameryki – początek

Dlaczego roadtrip?

Kiedy przed wyjazdem ktoś pytał się o plan naszej podróży, zawsze mówiliśmy, że Stany będą dla nas jedynie punktem przesiadkowym i zrobimy je w kilku dużych skokach. Co więcej, taką wersję uparcie powtarzaliśmy jeszcze do niedawna. Bo to za duży kraj, za drogo, Jacek już był, a mnie jakoś nigdy tam specjalnie nie ciągnęło. Także zakładaliśmy, że polecimy na Hawaje, a potem jakimiś kombinacjami już do Ameryki Centralnej. Jednak plany podróży mają to do siebie, że zmieniają się nieustannie.

W Australii doceniliśmy wolność, jaką daje podróżowanie własnym samochodem. Każdy roadtrip to fantastyczna przygoda! Późniejszy pobyt w Nowej Zelandii tylko nas w tym przekonaniu utwierdził. Po prostu patrzyliśmy na mapę i wybieraliśmy to, co chcemy zobaczyć. Nie byliśmy zależni od nikogo i sami dysponowaliśmy naszym czasem. Do tego odkryliśmy, że wcale nie musi być drogo. Wręcz przeciwnie może być taniej niż w wielu azjatyckich krajach. Czasem trzeba po prostu trochę pokombinować i starać się być jak najbardziej samowystarczalnym. Ostatecznie przekonały nas ceny lotów wewnętrznych w Stanach. Okazało się, że nasze planowane skoki mogą nas trochę kosztować. Skoro więc już mamy wydać na przemieszczanie się sporo kasy, to może jednak lepiej coś zobaczyć po drodze?

 

Oczywiście, pojawiły się pewne wątpliwości. Bo kupno samochodu to zawsze stres i pewne ryzyko. A do tego gdzieś w głowie tliła się myśl, czy ten sposób podróżowania to jednak nie jest też pewnego rodzaju ograniczenie. W końcu lokalny transport ma swój urok pomimo wiecznego czekania i innych niedogodności. Wyszliśmy jednak z założenia, że jeżeli w którymś momencie zacznie nam w naszej podróży czegoś brakować, będziemy w stanie znaleźć jakieś rozwiązanie. A własnym samochodem na pewno dużo łatwiej będzie nam się dostać w miejsca trudniej dostępne – czyli te, które najbardziej nas interesują.

 

Kupujemy samochód!

Kiedy na początku marca wylądowaliśmy w San Francisco, mieliśmy już tylko jeden cel – kupno samochodu. Poszukiwania były dość żmudne i zajęły nam sporo czasu. Poświęciliśmy na nie całą energię i prawie zupełnie odpuściliśmy sobie odkrywanie miasta (kiedyś nadrobimy). W końcu udało się. Kupiliśmy samochód, zaszyliśmy się na kilka dnia u znajomego w Sacramento i powoli przygotowywaliśmy się do dalszej drogi. Plan wciąż był taki, żeby w Stanach nie zostawać zbyt długo. Cóż jednak znaczą plany? W końcu skoro tu już jesteśmy, to warto chyba tu coś zobaczyć?

 

Życie w drodze

I tak minęły dwa miesiące. Nasz roadtrip w Stanach trwa: za nami już Kalifornia, Nevada i Arizona. Na jakiś czas utknęliśmy w Utah. Ten stan ma tyle do zaoferowania, że spokojnie można byłoby tu spędzić kilka tygodni. Podróżujemy niespiesznie, od parku do parku. W Stanach wjazd do każdego parku narodowego to ok. 20-30 USD od samochodu. Ale można sobie kupić roczny pass za 80 USD i jeździć wszędzie do woli. A skoro już go mamy, to przecież nie odpuścimy żadnego fajnego parku na naszej drodze. Albo takiego, do którego trzeba nadłożyć raptem 200 mil.

Poza tymi parkami, trekkingami i fajnymi trasami dla naszego Nissana niczego więcej do szczęścia nie potrzebujemy. No może wieczory i noce mogłyby być trochę cieplejsze 😉 Gotujemy sobie sami, a po praktykach u Masterchefa w Nowej Zelandii inspiracji mamy wiele, także jest różnorodnie i smacznie. Jakiś czas temu sprawiliśmy sobie nawet kempingowy prysznic, żeby uniknąć frustracji w miejscach, gdzie za takie przyjemności trzeba zapłacić 12 USD… Dorobiliśmy do tego prostą zasłonkę i nie musimy się już niczym przejmować. Bycie samowystarczalnym ma wiele plusów.

 

Dom na kółkach

W Australii i Nowej Zelandii większość czasu podróżowaliśmy z kimś, więc nie było opcji na spanie w samochodzie. Choć nasz namiot uwielbiamy, od razu założyliśmy, że nasz amerykański samochód będzie też naszym domem. Po pierwsze noce wciąż są dość chłodne. Po drugie w Stanach po prostu łatwiej jest znaleźć miejsce na noc w samochodzie. Sporo jest tu parkingów, na których dopuszcza się nocne parkowanie (czasem teoretycznie limitowane do 8 godzin). W ostateczności można też spać pod wieloma Walmartami (popularna sieć supermarketów). Namiot w takich miejscach byłby po prostu bezużyteczny. Oczywiście, ma swoje miejsce w bagażniku i na pewno wyjmiemy go, kiedy tylko zrobi się cieplej. W trakcie naszego pobytu w Sacramento Jacek w kilka godzin zbudował nam platformę do spania. Nic skomplikowanego, ale konstrukcja jest stabilna i daje nam sporo miejsca na przechowywania rzeczy, dzięki czemu możemy utrzymywać porządek.

 

Czy roadtrip w Stanach się sprawdza?

Początki nie były łatwe. Kalifornia to drogi stan, który rządzi się trochę innymi prawami. Kiedy jeszcze byliśmy na Hawajach, staraliśmy się za bardzo nie przejmować cenami jedzenie w sklepach, bo w końcu wszyscy mówili, że będzie tam drożej. Okazało się jednak, że Kalifornia wcale nie jest pod tym względem gorsza. Na szczęście szybko odkryliśmy sklepy w stylu Dolar Tree i 99 cents. W połączeniu z Walmartem dawały radę. Kolejną trudnością okazały się noclegi. Zdecydowanie brakowało nam darmowych, klimatycznych miejscówek. Każdą noc spędzaliśmy na parkingach, które w nocy stawały się prawdziwym wybiegiem dla miejscowych dziwaków. Trochę nas to zmęczyło.

 

Szybko jednak znaleźliśmy swój rytm. Przy prawie każdym parku można znaleźć hektary ziemi, na których można się bezpłatnie zatrzymać. I w ten sposób nocujemy sobie 2 kilometry od Wielkiego Kanionu lub innych cudów natury. Do tego ogromne lasy, dzikie pustkowia, pustynie – jest w czym wybierać. I nikogo to nie dziwi. Amerykanie uwielbiają kempingować. A sporo osób nie traktuje tego jedynie jako odskocznię od codziennej rutyny, tylko po prostu w taki sposób żyje. Jak to lubią mówić – wybrali w życiu minimalizm. Patrząc na ich wypasione kampery czy ogromne kempingowe busy, zastanawiamy się, czy to pojęcie na pewno znaczy dla nas to samo. No ale przecież w Stanach skala jest zawsze większa. A poza tym właśnie to w tym jest najpiękniejsze, że każdy sam sobie wybiera własną drogę i sposób, w jaki nią podąża.

 

I co później?

To co w takim razie będzie z nami dalej? Na razie powoli zmierzamy przez Utah, Kolorado, Nowy Meksyk i Teksas do Nowego Orleanu. Niby nie do końca po drodze, ale od początku był to jedyny stały punkt naszego planu, bo tam mieszka obecnie moja przyjaciółka. Potem wybierzemy drogę do Meksyku i tam zaczniemy naszą eksplorację Ameryki Centralnej. Poważne decyzje czekać nas będą w Panamie. Niestety, do Kolumbii nie przedostaniemy się drogą lądową (nie jesteśmy na tyle szaleni, żeby tego próbować). Możemy albo sprzedać samochód w Panamie i kombinować dalsze nasze losy w Ameryce Południowej, albo przetransportować naszego Nissana na jakiejś łajbie. Na razie badamy różne opcje. Wszystko zależy od tego, jak się nam samochód będzie sprawował. Na razie jesteśmy bardzo zadowoleni i raczej wolelibyśmy zabrać go ze sobą. Ale do tego czasu jeszcze długa droga przed nami.

 

Jeśli macie jakiekolwiek pytania związane z kupnem i sprzedażą samochodu lub dotyczące samego podróżowania po USA, dajcie znać! Chętnie pomożemy 🙂

Jeśli wybieracie się do Australii zajrzyjcie tutaj:

Jak kupić i sprzedać samochód w Australii?

 

Post został przygotowany w  ramach współpracy z firmą

 

Post został przygotowany na laptopie marki

Brak komentarzy

Skomentuj