Południowy Laos

Co zobaczyć na południu Laosu

Południe Laosu to zdecydowanie ta część kraju, którą będziemy wspominać najlepiej. Z dwóch powodów: jaskinia Kong Lor i relaks na wyspie Don Det nad Mekongiem.

W Laosie można znaleźć całą masę jaskiń. Niektóre są już bardzo wyeksploatowane przez turystów, inne wciąż czekają na swoje pięć minut. Żadna jednak nie jest chyba równie imponująca jak Kong Lor. Już sam dojazd tam nie jest taki prosty. Z Vientiane sprawa jest łatwa – raz dziennie o 10 odjeżdża bezpośredni autobus. Gorzej jeśli chcecie tam dojechać z Thakek albo Pakse (lub jechać dalej w tamtą stronę). Trzeba wtedy kombinować z kilkoma songthaew (lokalne większe tuk-tuki), które jeżdżą bez żadnej reguły, ale największe prawdopodobieństwo jest rano.

Wiele osób wypożycza skuter w Thakhek i robi kilkudniową pętlę zahaczając o Kong Lor. To całkiem sensowna opcja, my jednak wpadliśmy na ten pomysł zbyt późno. W Thakhek przy głównym placu są dwie wypożyczalnie skuterów – jedna jest polecana przez Lonely Planet i ma skandalicznie wysokie ceny, druga jest tuż obok i na pewno bardziej przypadnie Wam do gustu. Mają duży wybór – zarówno Hondy jak i chińskie (tańsze, ale na kilka dni na pewno nie warto ich brać).

 

Jaskinia Kong Lor

No to dlaczego ta jaskinia jest taka niesamowita? Nie zobaczycie tu niesamowitych skalnych nacieków. Jeśli szukacie stalaktytów i stalagmitów, lepiej wybierzcie się gdzie indziej. Nas jednak to miejsce zachwyciło. Jaskinię odkrywa się z perspektywy łodzi, którą pokonuje się trasę o długości 7 kilometrów. Panuje totalna ciemność rozświetlana przez światło czołówek. Kiedy gaśnie silnik łodzi, słychać jedynie dźwięk wody odbijanej od wiosła. Gdzieś w połowie trasy wychodzi się na niewielką wyspę, gdzie można zobaczyć stalaktyty i stalagmity. Nie są one zbyt spektakularne i nie dla nich odwiedza się to miejsce. To jedyna część jaskini, która jest oświetlona. Łodzie są trzyosobowe, także nie jest to żaden turystyczny spęd i na pewno nie ma tłumów. Nas na rzece minęły zaledwie dwie inne łódki. Cena też nie  jest wygórowana – za trzy osoby zapłaciliśmy 135.000 kipów. Dla nas była to jedna z lepszych, płatnych atrakcji w tej podróży!

 

Spacerując wśród pól ryżowych

Samo Kong Lor jest urokliwą wioską, którą z każdej strony otaczają góry. Na pewno to otoczenie w pewien sposób wpłynęło na nasz niesamowicie pozytywny odbiór jaskini. Choć nie każdemu musi się tu podobać. Nasza znajoma Niemka uciekła stamtąd szybko zaraz po wycieczce w jaskini, stwierdzając że nie ma pomysłu co mogłaby w takim miejscu robić. Jest tu zaledwie kilka guesthousów, można też znaleźć lokum z posiłkami u lokalnych mieszkańców. My byliśmy tam w czerwcu i tę porę polecamy każdemu. To prawda, że od czasu do czasu pada (albo raczej leje), za to zieleń jest wyjątkowo bujna. Jest to też sezon prac na polach ryżowych. Spędziliśmy tam bardzo miły dzień na spacerach i podglądaniu miejscowych.

 

Droga na wyspę Don Det

Przejazd z Kong Lor do Thakek zajął nam prawie cały dzień, ale i tak poszedł całkiem sprawnie z tylko jedną przesiadką. Samo Thakek nas nie zauroczyło – miasteczko ma potencjał, ale raczej go nie wykorzystuje. Woli pozostać jedynie bazą wypadową. Z Thakek pojechaliśmy dalej na południe. Naszym celem było Don Det – jedna z 4000 wysp na Mekongu. Podróż trwała dość długo, bo w pewnym momencie kierowca autobusu zdecydował się pojechać skrótem, gdzie udało mu się zakopać. Staliśmy tak pośrodku niczego kilka godzin, w czasie gdy kierowca z grupą pomocników starał się znaleźć jakieś rozwiązanie. Na samą wyspę trzeba jeszcze oczywiście dopłynąć łódką, która kosztuje 15.000 kipów za osobę.

Na miejscu można przebierać w różnego rodzaju pensjonatach i bungalowach. My całkiem szybko znaleźliśmy sobie sympatyczną chatkę z tarasem wychodzącym na Mekong. Na tarasie były dwa hamaki, które stanowiły centrum każdego naszego dnia na wyspie. Mieliśmy tam zostać tylko na 3 noce i ruszyć dalej do Pakse. Za dobrze nam się jednak bujało w hamaku, odpoczywało i pracowało. Zostaliśmy więc dłużej i z wielkim żalem stamtąd wyjechaliśmy, żegnając naszą ulubioną indyjską knajpkę i bananowe samosy.

 

Więcej o Laosie znajdziesz tutaj:

Północny Laos: Pakbeng i Luang Namtha

Środkowy Laos

Laos praktycznie

 

 

Post został przygotowany na laptopie marki

Brak komentarzy

Skomentuj