Jezioro Inle

 

Z czego słynie Jezioro Inle

Jezioro Inle to jedna z ikon Birmy. Rozległe i otoczone malowniczymi górami. Momentami przechodzi w szerokie rozlewiska porośnięte wysokimi trzcinami i zielonymi kępkami traw. Nie ma wyraźnej linii brzegowej, a miejscowi mieszkańcy żyją w domkach na palach. Dla wielu osób jednak największym magnesem są rybacy z plemienia Intha, którzy wiosłują w charakterystyczny sposób. Jedną nogą utrzymują się na krawędzi swojej łodzi, a drugą owijają wokół wiosła. Dzięki temu mają wolne obie ręce, co ułatwia im zarzucanie sieci. Od czasu do czasu uderzają wiosłem o taflę wody – w ten sposób naganiają ryby. Pływając po jeziorze wciąż można obserwować tradycyjnych rybaków, którzy zajmują się połowem od wschodu do zachodu słońcu. Są również tacy, którzy „łowią” turystów – krążą między ich łodziami i w zamian za napiwek (1.000 kyatów  – ok. 3 zł) pozują do zdjęć. Wykonują kilka różnych figur, zmieniają pozycję i ustawienie sieci, a na zakończenie machają nawet małą rybką.

 

Długo się zastanawialiśmy nad tym, czy jechać nad Inle. Wiedzieliśmy, że to turystyczne miejsce, gdzie będziemy prowadzeni między kolejnymi warsztatami i sklepami z pamiątkami. Na dodatek nie jesteśmy największymi fanami takich masowych wycieczek na wodzie – trochę nas nudzą i czujemy się nieswojo. Za to lubimy mieć własne zdanie na temat różnych atrakcji, a do tego trzeba je zobaczyć na własne oczy. Także decyzja została podjęta, a bilety z Hsipaw do Nyaung Shwe kupione.

 

Inle z perspektywy łodzi

Dotarliśmy na miejsce wczesnym rankiem. Jeszcze z okien autobusy mogliśmy podziwiać delikatną mgłę unoszącą się nad jeziorem. Te pierwsze widoki były całkiem obiecujące. Jednak w naszym odkrywaniu Inle niewiele było magii. Po pierwsze byliśmy tam pod koniec pory suchej – poziom wody był niski a jej kolor mulisty, część miejsc niedostępnych, inne straciły trochę swojego uroku. Sporo winy było na pewno po naszej stronie – nie zrobiliśmy żadnego specjalnego rozeznania, nie szukaliśmy nietypowej trasy. Przy przystani szybko ustaliliśmy cenę łódki (12.000 kyatów na cały dzień). Ustaliliśmy, co nas interesuje, a czego chcielibyśmy uniknąć. Strata czasu – za sterami naszej łódki i tak usiadł ktoś inny.

Jedynym sposobem komunikacji było machanie głową, gdy gdzieś nam się nie podobało i nie mieliśmy ochoty wychodzić z łodzi. Czasami udało nam się też gestami zasugerować, że chcemy zwolnić i trochę nacieszyć się mijanymi krajobrazami. Choć Inle nas nie zachwyciło, znaleźliśmy tu kilka malowniczych zakątków. Z dużą ciekawością przyglądaliśmy się też pracy rybaków. Na szczęście turystów o tej porze roku nie było wielu. Zresztą jezioro jest na tyle rozległe, że łatwo zgubić inne łodzie. Znajdziecie się za to potem przy kolejnych warsztatach, gdzie można popatrzeć na wyrabianie cygar, tkanie tkanin, pracę kowali i innych rzemieślników.

 

Wizyta w winnicy

Inle to miejsce, które zrobiło na nas najmniejsze wrażenie na naszej birmańskiej trasie. Przyznajemy jednak, że od początku okazaliśmy mu niewiele serca. Możliwe że mielibyśmy inne podejście, gdyby to nie był koniec naszej podróży i ostatni punkt na trasie. Na pewno znajdzie się wiele osób, które odkryją jezioro na swój własny sposób i się zachwycą. Nam tak naprawdę najbardziej spodobała się rowerowa wycieczka po okolicy z wizytą w winnicy Red Mountain. Była to miła niespodzianka. Z Nyaung Shwe można tam dojechać rowerem w 20 minut. Miejsce jest bardzo urokliwe. Można zamówić zestaw czterech kieliszków wina do degustacji za 2.000 kyatów. Żadne z nich nie powala na kolana, ale są „pijalne”. A do tego widoki rekompensują wszelkie niedociągnięcia. Można się poczuć prawie jak w Toskanii.

Siedząc na tarasie, spoglądaliśmy  na góry otaczające przetkane zielenią drzew pola, nad którymi unosi się delikatna mgiełka. Niestety, nie jest to spokojne, odludne miejsce, ale i tak nie odbiera mu to uroku. Warto przyjechać późnym popołudniem, aby załapać się na zachód słońca. Mieniące się wieloma kolorami niebo tworzy wspaniały spektakl. Wpatrywaliśmy się w ten niezwykły pokaz natury jak zaczarowani. Jeszcze w drodze powrotnej zeskakiwaliśmy co chwilę z rowerów, żeby zatrzymać w kadrze te piękne chwile. Choć samo pływanie po Jeziorze Inle nas nie zachwyciło, pobyt w jego okolicach wspominać będziemy bardzo miło.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o Birmie? Zajrzyj tutaj:

Mingalaba Birma

Magia Bagan

Opowieść o birmańskich pociągach

Sielanka nad jeziorem Indawgyi

Trekking w birmańskich wioskach

 

Post został przygotowany na laptopie marki

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.