Islandzki roadtrip – trasa

Co warto zobaczyć na Islandii

Przygotowaliśmy mapkę naszej islandzkiej trasy w podziale na 8 dni – każdy dzień oznaczony jest innym kolorem. Dodatkowo dorzucamy Złoty Krąg – w końcu co by to była za mapa wyspy bez niego! Gwiazdkami zaznaczyliśmy miejsca, które najbardziej nam się podobały. Dla ciekawych też w wersji z dłuższym opisem.

Złoty Krąg

Słynny tercet tworzą: gejzery (uśpiony Geysir i wybochowy Strokkur), złoty wodospad Gulfoss oraz Park Narodowy Þingvellir. Najbardziej turystyczny rejon na całej wyspie. Sami Islandczycy nie do końca wiedzą, skąd wzięła się jego popularność. Często można uslyszeć, że to kwintesencja Islandii. Że jeżeli masz niewiele czasu, to najlepiej przyjechać właśnie tu. I trudno się z tą opinią nie zgodzić, biorąc pod uwagę łatwy i stosunkowo szybki dojazd z Reykjaviku. Na pierwsze spotkanie z naturą Islandii rzeczywiście jest idealny – zachwyt na każdym kroku i nawet nie zwracasz uwagi na większe natężenie turystów. Gejzer bulgocze i wybucha, Gulfoss ogłusza hukiem wody, a Þingvellir to miejsce o dużym znaczeniu historycznym położone na styku dwóch płyt tektonicznych: europejskiej i amerykańskiej.

W Reykjaviku znajdziecie całe zatrzęsienie biur oferujących całodniowy objazd Złotego Kręgu, a koszt takiej wycieczki to ok. 10.000 ISK. Przy kilku osobach zdecydowanie bardziej opłaca się wynająć samochód – dojazd jest bardzo prosty, a na trasie nie sposób się zgubić. Po drodze warto zatrzymać się przy Kerið – jeziorze powstałym w kraterze wygasłego wulkanu. To jedna z nielicznych płatnych atrakcji na wyspie – 350 ISK (wprowadzenie tej opłaty podobno wzbudziło na wyspie sporo kontrowersji).

DZIEŃ 1 (czerwone znaczniki)

Czy zastanawialiście się kiedyś jak to jest znaleźć się po drugiej stronie wodospadu? Na Islandii można się o tym przekonać na własnej skórze i przejść się za wodną kurtyną Seljalandfoss. Warto też zajrzeć kawałek dalej do wąskiego kanionu, który w swoich ścianach skrywa niewielki wodospad.

Przy Seljalandsfoss zaczyna się droga do doliny Thórsmörk. Skręcić w nią na pewno warto, ale tylko jeśli masz samochód z napędem na cztery koła. Na początku wygląda dość niepozornie, ale w wielu miejscach przecina ją rzeka. Niektóre przeprawy nie sprawiają problemów, nad innymi trzeba się chwilę zastanowić, bo głębokość wody sięga od 30cm do 1m (w zależności od sezonu oczywiście). Warto pamiętać, że wynajęte samochody terenowe na Islandii mają pełne ubezpieczenie, za wyjątkiem przekraczania rzek. Także każdy taki przejazd jest na własną odpowiedzialność. Jesli ktoś nie czuje się na siłach, może dojechac do doliny także specjalnym autobusem o wysokim zawieszeniu. Wciśnięty pomiędzy trzy lodowce Thorsmork to jedno z naszych ulubionych miejsc na Islandii. Ogromne przestrzenie, poszarpane skały, niezwykłe formacje zastygłej lawy i przebijająca się od czasu do czasu zieleń. Sam przejazd  znacznie podnosi adrenalinę. Wróciliśmy z doliny jeszcze tego samego dnia trochę z obawy na zapowiadający się deszcz, który mógłby wpłynąć na stan wody w rzecy. Kierując się do Vik zatrzymaliśmy się przy kolejnym wodospadzie Skógafoss. Na zakończenie długiego dnia podjechaliśmy na plażę Reynisrjara. Ocean, wystające z niego poszarpane skały, czarny piasek i bazaltowe kolumny tworzące jaskinie.  Jest coś hipnotyzującego w widoku białych, wodnych bałwanów wślizgujących się między ciemne kamienie.

DZIEŃ 2 (zielone znaczniki)

Około 20 minut od Viku znajduje się skalisty cypel Dyrholaey. Bardzo malownicze miejsce, a do tego rezerwat ptaków, w którym można wypatrzeć kryjące się wśród skał maskonury. Wieczorami ostatni odcinek drogi jest zamknięty, także lepiej zaplanować tu wizytę w ciągu dnia.

Jadąc wzdłuż czarnych plaż ciągnących się za Vikiem, wśród płaskiej jak deska równiny wyrasta nagle pokryte zielenią wzgórze. To  Hjörleifshöfði, czyli góra z tufu wulkanicznego. Warto na nią się wspiąć, nawet jeśli pogoda nie sprzyja. Wejście jest proste – trzeba szukać ścieżki wśród traw, a ze szczytu rozciąga się widok na szeroki pas czarnego wybrzeża, wystające gdzieniegdzie kępy traw i fioletowe plamy łubinu. Całe przejście zajmuje ok. 1h.

Naszym kolejnym celem były kolorowe góry Landmannalaugur, których zdjęcia zauroczyły nas jeszcze przed wyjazdem. Dojechać tam można drogą F208 – tylko dla samochodów 4×4. Jak się okazało dopiero tego dnia ją otwarto dla ruchu, a i tak była przejezdna jedynie do pewnego momentu. Dotarliśmy w okolice krateru Eldgja – stan wody był zbyt wysoki, żeby próbować przejechać dalej. Zrobiliśmy małe rozeznanie w okolicy i nawet rozważaliśmy rozbicie się na noc przy schronisku Holaskjol, ale zniechęciły nas warunki pogodowe oraz mało przyjazne nastawienie gospodyni (dała nam do zrozumienia, że nie spodziewała się nikogo tak wcześnie i że jesteśmy zbędnym kłopotem).

Wieczorem wdrapaliśmy się jeszcze na kanion Fjaðrárgljúfur. Trafiliśmy tam w idealnym momencie – mieliśmy to miejsce dla siebie na wyłączność. Koryto rzeki jest dość wąskie i wije się zygzakiem wśród szaro-brunatnych poszarpanych skał, które wznoszą się na wysokość 100 m. Rozciąga się stamtąd świetny widok na ciekawe formy wulkaniczne.

 

DZIEŃ 3 (niebieskie znaczniki)

Park Narodowy Skaftafell to idealne miejsce na bliższe poznanie lodowców. My wybraliśmy się na krótką trasę po lodowcu Svínafellsjökull. Trudno to nazwać trekkingiem – przypomina bardziej spacer, tyle że w rakach i z czekanami (ktore najbardziej przydają się do zdjęć). Warto jednak przyjrzeć się z bliska tej lodowej masie i procesom, które toczą się pod śnieżną pokrywą.

 

Kolejną atrakcją parku jest wodospad Svartifoss spływający po charakterystycznych bazaltowych słupkach. Swoją budową przywodzi na myśl organy kościelne.

Jednym z obowiązkowych miejsc na islandzkiej trasie jest jezioro Jökulsárlón stworzone przez wody spływające z lodowca. Na jego powierzchni unoszą się potężna bryły lodu. Niektóre z nich wyróżniają się błękitnym odcieniem. Między lodowymi kawałkami można pływać amfibiami – nas nad jeziorem spotkało załamanie pogody i nikt nawet nie myślał o takich atrakcjach. Warto przejść się czarną plażą po drugiej stronie drogi. Lodowe kryształy pięknie kontrastują z ciemnym piaskiem.

Jeżeli ktoś jest fanem miejsc o mniejszym rozmachu, polecamy Hoffellsjökull.

DZIEŃ 4 (brązowe znaczniki)

Wyjeżdżając z Djupivogur na wschodnim krańcu wyspy można jechać dalej wzdłuż wybrzeża lub przez malowniczą przełęcz Oxi. Bardzo polecamy tę drugą opcję. Następnie objazd jeziora Lagarfljot, w którego wodach podobno czai się potwór. W okolicy znajdują się dwa wodospady: Litlanesfoos i Hengifoss. Warto przejść się widokową ścieżką wydeptaną w glinie i przyjrzeć się im z bliska. Pierwszy spływa wśród bazaltowych kolumn, drugi wśród skał poprzecinanych czerownymi warstwami.

Objeżdżając Islandie dobrze czasem jest zjechać z trasy i wybrać mniej uczęszczaną drogę. Nas zauroczyła stara, szutrowa droga 901 między Egilsstadir a Myvatn. Dookoła roztacza sie surowy, pustynny krajobraz, w oddali widać ośnieżone szczyty gór. Jest pusto, dośc groźnie ze względu na wiszące nad nami szare chmury, przez ktore przebijają się promienie popułodniowego światła. Spotkaliśmy na trasie dokładnie 1 samochód.

Zanim dojechaliśmy do Myvatn odbiliśmy z drogi jeszcze raz, żeby zobaczyć kolejne wodospady: potężny Dettifoss i Selfoss. Niby krótki odcinek, ale mocno nas wymęczył. Na szczęście widoki na miejscu wynagrodziły nam ten trud. Był już późny wieczór, oprócz nas kręciły się jeszcze trzy osoby, huk wody zagłuszał myśli. Wodospady mieliśmy właściwie na wyłączność. Na miejscu nie ma żadnych barierek, można na własnej skórze poczuć siłę żywiołu (oczywiście, zachowująć zdrowy rozsądek i ostrożność!). Magiczne miejsce.

DZIEŃ 5 (fioletowe znaczniki)

W okolicach jeziora Myvatn można spokojnie spędzić cały dzień albo i kilka. Samo jezioro jest spokojną oazą otoczoną zielenią. Na jego brzegach wyrosły tzw. pseudokratery. Woda jest przejrzysta i upstrzona niewielkimi wysepkami,a w oddali rysują się wierzchołki gór i wulkanów. To prawdziwy raj dla wodnych ptaków.

Kilka kilometrów od jeziora mamy wrażenie, że znaleźliśmy się na zupełnie innej planecie. Nad ziemią o rdzawo-czerwonym kolorze unoszą się kłęby pary. Ten kosmiczny krajobraz to obszar geotermalny Hverir. Spaceruje sie tu między bulgoczącymi kałużami o smolistym kolorze. Mnogość dzwięków jest porażająca – wszystko się kotłuje, syczy, huczy. W powietrzu unosi się charakterystyczny zapach siarki. Aby spojrzeć na to miejsce z innej perspektywy wystarczy wejść na górę Namafjall.

 

Kolejne miejsca w okolicy warte odwiedzenia to żwirowy krater Hverfjall oraz obszar wulkaniczny Krafla. Na jej terenie znajduje się krater Viti wypełniony wodą o turkusowym kolorze.

 

Myvatn to też baza wypadowa do krateru Askja. Mozna tam dojechać na kilka sposobów, ale każda z tych dróg jest żmudna i wymagająca. Zazwyczaj przejezdne są dopiero od drugiej połowy czerwca, my trafiliśmy tam tuż po otwarciu. Usłyszeliśmy, że bez super jeepa (na Islandii zwykła terenówka nie robi na nikim wiekszego wrażenia) mamy niewielkie szanse dojechać, ale postanowiliśmy zaryzykować. Udało nam się dwa razy przeprawić przez całkiem spore rzeki, ale przed kolejnym przejazdem z ciężkim sercem zdecydowalismy się zawrócić. Było naprawdę głęboko, a oprócz nas na trasie nie było właściwie nikogo. Nadłożyliśmy sporo kilometrów i to na dodatek monotonną trasą wśród pól lawowych. Jeszcze tam wrócimy!

DZIEŃ 6 (żółte znaczniki)

Jakieś 40 km od Myvatn warto zatrzymać się przy wodospadzie bogów – Goðafoss. My trafiliśmy tam na trening kajakarzy – wyglądało to calkiem efektownie.

 

Przejazd przez północna część Islandii jest niezwykle malowniczy. Drogi wiją się wsród gór, nad fiordami. Wierzchołki szczytów odbijają sie w krystalicznej tafli wody. Nie ma tu może miejsc spektakularnych, za to znaleźć tu można prawdziwie sielskie widoczki. Szczególnie polecamy jezioro Svinavatn oraz twierdzę Borgavirki, do której dojeżdza się wzdłuż fioletowych pól łubinu.

DZIEŃ 7 (białe znaczniki)

Zachód Islandii czyli półwysep Snæfellsnes to spokojny region pełen zieleni. Jednym z najsłynniejszych miejsc jest góra Kirkjufell znana z folderów reklamujących Islandię. Na żywo prezentuje się trochę mniej efektownie.

Nas najbardziej w tej części wyspy zachwyciło poszarpane, gróźnie wyglądające klify oraz fantazyjne formacje lawowe. Jadąc wzdłuż wybrzeża natykamy się na wiele punktów widokowych, a także urocze portowe miasteczka o kolorowych domkach. Trochę innym miejscem jest wąski, ukryty w górskich skałach kanion Rauðfeldsgjá.

 

Tuż przed Reykjavikiem postanowiliśmy zobaczyć jeszcze wodospad Trolla. Było to jedno z największych zaskoczeń naszej podróży, ponieważ omal nie zakopaliśmy naszej złotej strzały w błocie. Nie spodziewaliśmy sie takich atrakcji przy samej stolicy.

DZIEŃ 8 (czarne znaczniki)

Półwysep Reykjanes zostawiliśmy sobie na koniec naszej islandzkiej przygody. Szczerze mówiąc to nas nie zachwycił. Na pewno przyczyniła się do tego pogoda, może też fakt że po zobaczeniu tylu wyjątkowych miejsc zrobiliśmy się juz trochę wybredni. Najbardziej spodobał nam się klif Krysuvikurberg – królestwo morskich ptaków. Podobno w słońcu mieni się różnymi kolorami, my zapamiętamy go jako dość mroczny i otulony lekką mgłą.

 

Reykjanes słynie z obszarów o dużej aktywności geotermalnej: znajdziemy tu gorące źródła, bulgoczące błotko i syczące słupy białej pary. Największą atrakcją tego regionu jest oczywiście słynna Blue Lagoon. My zdecydowaliśmy się jednak kąpiel sobie odpuścić zarówno ze względu na koszty (za taką podstawową opcję liczyc trzeba chyba 35-40 eur) jak i straszne tłumy. Nawet jeżeli szkoda Wam pieniędzy, warto na chwilę się zatrzymać i zobaczyć jak lazurowa woda przebłyskuje między ciemnymi skałami.

Jeżeli ten post Was ostatecznie nie przekonał, to koniecznie zajrzyjcie do Galerii

Brak komentarzy

Sorry, the comment form is closed at this time.