Indie czyli czyste szaleństwo

Czy warto jechać do Indii

Prawda jest taka, że połowa naszego duetu wcale nie miała ochoty jechać do Indii. Bo przecież tam brudno, głośno, masa ludzi, a cwani Hindusi próbują kantować na każdym kroku. No a do tego wszystkiego trafiło się jeszcze tak, że lecieliśmy tam w lipcu, czyli w samym środku pory deszczowej. Nie wróżyło to najlepiej.

Na szczęście najtańsze połączenie było do Kerali, o której mówi się, że to Indie w wersji light. I rzeczywiście od razu nam się tam spodobało. W dużej mierze dzięki sympatycznej Hindusce, która prowadzi w Koczin niewielką knajpkę. Trafiliśmy tam prosto z autobusu, który przez ponad godzinę wiózł nas do miasta z lotniska. Potwornie głodni. Ale nie bardzo potrafiliśmy odpowiedzieć na pytanie, co chcemy zjeść. Dostaliśmy jedno z najlepszych śniadań w życiu, za które zapłaciliśmy niecałe 2 dolary. I chyba właśnie wtedy pojawiła się myśl, że chyba nie będzie w tych Indiach tak źle.

 

Najlepsze jedzenie

Można powiedzieć, że w naszym przypadku sprawdziło się trochę stwierdzenie: Przez żołądek do serca. Indie okazały się dla nas prawdziwym rajem jeśli chodzi o jedzenie. Do dziś z rozrzewnieniem wspominamy niektóre smaki. Zawsze nam smakowało i zawsze było tanio. Skończyły się problem pod tytułem: Jacek jest głodny,  a Hania jeszcze nie ma ochoty jeść.

Przede wszystkim to prawdziwy raj dla wegetarian. Wiele knajpek jest Pure Veg – nie znajdziecie tam ani grama mięsa. Nawet w Mcdonaldzie można sobie zamówić McVeggie. I jest całkiem smaczny! W przeciwieństwie do wielu osób, nas sensacje żołądkowe w Indiach ominęły. Mimo że czasem jedliśmy w strasznych dziuplach, gdzie posiłki kosztowały 20 rupii (czyli ok. 1 pln).

 

Podróżowanie po Indiach

O Indiach mówi się wiele. I wszystko, co usłyszycie będzie prawdą. Bo to ogromny kraj, gdzie jeden region ma populację taką jak Polska. Z jednej strony azjatycki tygrys, który niezwykle dynamicznie się rozwija. Z drugiej: konserwatywne społeczeństwo, gdzie wiele osób wierzy w przesądy i zabobony.

W hinduskich pociągach czasem pojawia się hidźra. Tak zwana trzecia płeć – ani to kobieta ani mężczyzna. Przechadza się między pasażerami, klaszcząc co jakiś czas. Hindusi szybko łapią wtedy za portfele, żeby przypadkiem nie paść ofiarą klątwy bądź uroku. Za garść rupii kupują sobie spokój.

W tym samym mieście zobaczyć można jedną z najdroższych rezydencji na świecie i ludzi żyjących w skrajnej nędzy. Ulice indyjskich miast to kompletny chaos. Przepełnione autobusy. Sznur samochodów na kilku pasach. Między nimi przeciskają się skutery i riksze. Często pod prąd. Wszyscy trąbią. Gdzieś tam jeszcze zaplącze się jakaś krowa. Piesi łączą się w grupki, żeby ktoś ich w ogóle zauważył. Na pierwszy rzut oka przejście na drugą stronę graniczy z cudem. Ale da się.

 

Miłość czy nienawiść

Często mówi się, że wobec Indii nikt nie jest obojętny. Można je kochać albo nienawidzić. A zazwyczaj jest to mieszanka obu tych uczuć. I rzeczywiście było wiele rzeczy, które nas w Indiach wkurzały.

Bo strajk autobusów i nie możemy dojechać tam, gdzie chcemy. Bo kupienie biletu na pociąg wcale nie musi być proste. Bo umawiasz się z kimś na coś, potwierdzasz pięć razy, a i tak zostaniesz wystawiony do wiatru. Bo wejście do jakiejś atrakcji jest dla zagranicznego turysty 10 razy droższe. Bo trudno znaleźć rikszarza, który za uczciwą cenę dowiezie Cię tam, gdzie chcesz (na przykład do szpitala). Bo jak już dogadasz z nim cenę, to i tak na koniec będzie chciał więcej, bo przecież był korek (a niby kiedy go nie ma?).

Bo jest tak głośno i tłocznie – cały czas ktoś się o Ciebie ociera. Bo trzeba się z Hindusami przepychać w kolejce. Bo nie możesz się gdzieś zatrzymać na dłużej niż minutę, żeby zaraz nie ustawiła się kolejka po wspólne selfie. Bo w swoim przybytku codziennie musisz prosić się o papier toaletowy i każdego dnia przynoszą Ci wydzielone kilka listków. Można tak wymieniać w nieskończoność. Tylko po co? Lepiej przecież skupić się na pozytywnych rzeczach.

 

Nie planuj za dużo

Co nas urzekło w Indiach? To że są totalnie nieprzewidywalne! Jak już nam się wydawało, że się przyzwyczailiśmy i przywykliśmy, zawsze zaskakiwało nas coś nowego. Nie było sensu niczego planować, bo i tak zazwyczaj coś nieoczekiwanie wyskakiwało po drodze.

Polubiliśmy Hindusów. Choć czasem są namolni i narwani. Mają jednak przy tym sporo uroku. Są spontaniczni i nie potrafią ukrywać swoich emocji. Kiedy się śmieją, wkładają w to całe serce. I to kiwanie głowami przy mówieniu! W pewien sposób działa na człowieka hipnotyzująco. Trudno to trochę wytłumaczyć, ale czuliśmy, że są nam bliżsi niż mieszkańcy Azji Południowo-Wschodniej. Oczywiście, zdarzało się, że ktoś próbował nas okantować. W większości przypadków spotykaliśmy się jednak z niesamowitą serdecznością.

Przez zupełny przypadek poznaliśmy Sameera, który zaprosił nas na kilka nocy do mieszkania swojej rodziny w Thane pod Bombajem. Jego mama codziennie przygotowywała dla nas tradycyjne przysmaki i zachwyciła nas swoim wdziękiem i mądrością.

 

Kolory a rzeczywistość

Indie są niesamowicie kolorowe. Poczynając od strojów kobiet, kwiatów na straganach po zdobienia w świątyniach. Lokalne święta to prawdziwa eksplozja barw. My trafiliśmy na takie, jeżdżąc skuterem po Hajderabadzie. Tłum ludzi, ogłuszająca muzyka, platformy na których można zobaczyć miejscowe piękności ubrane w sari i obwieszone złotem, parady wojowników z bębnami. Istne szaleństwo. Z jednej strony ktoś z uśmiechem podaje nam miskę ryżu. Z drugiej już kilka osób ciągnie do wspólnego selfie.

Nie można się jednak dać omamić uśmiechom i kolorom, zachwycać egzotyką i duchowością. Indie borykają się z wieloma problemami. Społeczeństwo, które wyklucza tysiące osób, bieda i głód, nierówne traktowanie kobiet. Dla wielu rodzin urodzenie dziewczynki to tragedia. Bo trzeba ją odchować, a potem zapewnić posag, żeby mogła wyjść za mąż. Nie każdego na to stać, dlatego wciąż w wielu miejscach kobiety usuwają ciążę, jak tylko dowiedzą się, że to nie chłopiec.

 

Choć nie zobaczyliśmy w Indiach typowych, turystycznych atrakcji i spędziliśmy sporo czasu w miastach, które nas wymęczyły, chętnie byśmy tam wrócili. To jeden z krajów, który wspominamy z ogromną sympatią i po którym został nam duży niedosyt. Podróżowanie po Indiach jest pewnego rodzaju przygodą, trzeba uzbroić się w cierpliwość i przygotować na to, że zdarzyć może się wszystko.

 

Więcej o Indiach znajdziesz tutaj:

Ulubione miejsca i momenty w Indiach

 

Post został przygotowany na laptopie marki

1Komentarz

Skomentuj