Hanoi – miasto magii

Pierwsze chwile w Hanoi

Kiedy wychodzimy po raz pierwszy na ulice Starego Miasta w Hanoi, mam ochotę się uszczypnąć. Wokół nas charakterystyczne stożkowe kapelusze, kolorowe lampiony, rowery przewożące owoce i kwiaty oraz nieustający ciąg skuterów. Wszędzie słychać klaksony. W powietrzu czuć wilgoć, która przyczepia się do skóry. Przystajemy na chwilę i przyglądamy się życiu miasta. W moich wyobrażeniach właśnie tak miała wyglądać Azja.

  

 

Zdrowotne komplikacje przed wylotem

Przez krótką chwilę nasz przylot do Wietnamu stanął pod znakiem zapytania. Ostatnie dni w Bangkoku to walka z silnym zatruciem. Staram się robić dziarską minę, ale czuję się fatalnie. Nie mogę niczego zjeść, intensywne zapachy miasta jeszcze pogłębiają osłabienie. Przelot do Hanoi twa niby niecałe dwie godziny, ale w takim stanie nawet taka krótka podróż to pewnego rodzaju wyczyn. Szybki telefon do ubezpieczyciela firmy AIG rekomendowanej przez naszego partnera Sigma Travel. Jedziemy do kliniki. N

ajpierw czekają nas jeszcze negocjacje w sprawie transportu. Pierwszy taksówkarz kompletnie nie rozumie, gdzie ma nas zawieść, kolejny mówi, że to blisko i żebyśmy sobie wzięli tuk tuka. A pan od tuk tuka chce 200 bahtów. Aż tak źle ze mną nie jest, nie zapłacimy takiej ceny. Targujemy się i wydaje się, że już mamy zgodę na niższą stawkę. Ale chyba to niepełna zgoda, bo pan przebąkuje coś o przystankach i sklepach. W drodze do szpitala! Poważnie? Dziękujemy, odwracamy się na pięcie i nie zwracamy uwagi na jego wołania. Zatrzymujemy taksówkę, kierowca włącza taksometr, dojeżdżamy w 10 minut i płacimy 60 bahtów. W klinice miła i fachowa obsługa. Mierzą mi ciśnienie, stawiają na wagę. Pani doktor patrzy na mnie z troską i wypytuje o mój stan. Po kilku minutach wychodzę, odbieram zapisane leki. Wracamy do naszego hostelu po plecaki i pędzimy na lotnisko. Wieczorem mamy już w paszporcie wietnamską wizę i stempel.

 

Co warto zobaczyć w Hanoi

W Hanoi jest chłodno i pochmurnie. Do tego wilgotno. Nasz pokój jest czysty, ale cały zdaje się nasiąknięty wilgocią. Odpalamy klimatyzację, żeby trochę wysuszyć powietrze. Miasto podoba nam się już od pierwszego spaceru. Panuje tu przyjemny chaos. Trzeba przyzwyczaić się do szalonego ruchu. Na pierwszy rzut oka przejście na drugą stronę szerokiej ulicy wydaje się niemożliwością. Trzeba jakoś wcisnąć się między te kolumny skuterów i zachować spokój. Nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Kierowcy mają swoje sposoby na wymijanie pieszych. Gubimy się w wąskich uliczkach Starego Miasta, mijamy zniszczone, zabytkowe kamienice, tysiące małych sklepików, ulicznych sprzedawców, liczne jadłodajnie, przy których wystawione są plastikowe krzesełka i stoliki. Warto przycupnąć na chwilę w jednym z takich miejsc i przypatrzeć się życiu miasta. Spróbować słynnej zupy pho, pysznych kanapek banh mi, kawy lub piwa.

 

 

Jezioro Hoan Kiem

Docieramy do jeziora Hoan Kiem, które uważane jest za serce miasta. Jego wietnamska nazwa oznacza: jezioro odzyskanego miecza. Wiąże się z nim legenda opowiadana w kilku wersjach. Dawny wietnamski przywódca odparł atak chińskich najeźdźców za pomocą miecza, który otrzymał od żółwia mieszkającego w wodach jeziora. Kiedy niebezpieczeństwo zostało już zażegnane, żółw zażądał zwrotu miecza – miało to zagwarantować pokój. Co ciekawe w jeziorze naprawdę żyły żółwie! Niestety, ostatni zmarł podobno kilka miesięcy temu. Wietnamczycy darzą te zwierzęta dużym szacunkiem, a na środku jeziora znajduje się Żółwia Wieża. Wieczorem jest pięknie oświetlona, a światła odbijają się od tafli wody.

Jezioro to zielona oaza spokoju, gdzie można na chwilę odpocząć od zgiełku miasta. O każdej porze dnia wygląda inaczej. Wczesnym rankiem Jacek obserwował tu poranne ćwiczenia tai chi, popołudniami mieszkańcy i turyści spacerują, wieczorami rozświetlają się kolorowe światła. Tu też najprawdopodobniej zaczepią Cię młodzi Wietnamczycy, którzy uczą się angielskiego i chcą spróbować swoich sił w rozmowie z obcokrajowcami. To dobra okazja aby podpytać się o ciekawe miejsca w okolicy, rekomendacje jedzeniowe, tradycje i zwyczaje. Powtarza się to też w innych większych miastach. W mniejszych miejscowościach możliwości komunikacyjne są często bardziej ograniczone i kończy się na bardziej lub mniej nieśmiałych prośbach o wspólne zdjęcie.

 

Teatr lalek na wodzie

Kiedy już trochę oswoiliśmy się z ulicznym labiryntem, zdecydowaliśmy się zobaczyć przedstawienie teatru lalek na wodzie. To tradycyjna forma sztuki północnego Wietnamu. Zamiast sceny mamy zbiornik wodny, z którego wynurzają się różne marionetki. Z boku zajmują miejsca muzycy – muzyka jest bardzo ważnym elementem spektaklu. Rozgrywa się kilka scenek, w większości przedstawiające życie codzienne – prace na polu, zbiory ryżu, ale pojawiają się też ziejące ogniem smokiem. Wszystko jest tylko po wietnamsku, ale jest to sztuka na tyle prosta i wymowna, że można śledzić rozwój akcji bez znajomości języka. Całość trwa ok. godziny i to zdecydowanie wystarczy.

 

Wujek Ho czuwa

Hanoi to miasto, w którym można poczuć oddech historii Wietnamu. Warto zobaczyć monumentalne Mauzoleum Ho Chi Minha. Można tu odwiedzić wielbionego przywódcę – Wujka Ho. W mauzoleum spoczywają zabalsamowane zwłoki, ale jego duch wciąż obecny jest w narodzie, a portrety wiszą w wielu domach i miejscach publicznych. Choć zmarł już prawie pół wieku temu, pamięć o nim jest nadal żywa i zajmuje ważne miejsce w sercach mieszkańców kraju. Oddaje mu się hołd. Także młodzi Wietnamczycy, którzy znają go jedynie z kart historii i opowieści, darzą go ogromnym szacunkiem. Uważają, że to dzięki niemu możliwe było zjednoczenie (choć tej chwili nie dożył) i rozwój kraju.

Poza tym jak można byłoby nie żywić wobec niego ciepłych uczuć, skoro jego wizerunek jest właściwie na każdym banknocie? Na dodatek tu nietrudno być milionerem (1.000.000 dongów to niecałe 50 USD). Wujek Ho stał się prawdziwą ikoną, postacią mityczną. Ten kult jest nieustannie podsycany przez obecne władze. Zdjęcia i pomniki ukazują dobrotliwego i pogodnego siwego pana. W szkołach dzieci uczą się o ojcu narodu, wybawicielu. Tylko gdzie się podziała druga strona medalu? Dlaczego nie widać tych, którzy uważają inaczej?

 

Więzienie Hoa Lo

Zgodnie z rekomendacjami poznanych wietnamskich studentów odwiedzamy więzienie Hoa Lo znane też jako Hanoi Hilton. Wcześniej zarządzane było przez Francuzów i trafiali tu wietnamscy działacze o niepodległość. W drugiej połowie XX w. ta rola drastycznie się zmieniła. W trakcie słynnej wojny wietnamskiej (którą w Wietnamie nazywa się amerykańską) przetrzymywani byli tutaj amerykańscy piloci. Muzeum jest tak sprytnie pomyślane, że najpierw ogląda się francuską gilotynę i straszne sceny z życia wietnamskich więźniów, a później niemal sielskie obrazki jankesów grających w bilard, piłkę lub karty. Aż można byłoby pomyśleć, że na pewno im było szkoda wracać do tego swojego kapitalistycznego imperium.

 

Okolice miasta

Zdecydowaliśmy się też wychylić nosa poza stolicę. W tym celu wypożyczyliśmy skuter – no bo jak inaczej wczuć się w rytm miasta? Jacek szybko zaadaptował miejscowy styl jazdy. Ja na szczęście pilnowałam trasy na mapie, więc nie do końca byłam w stanie obserwować, co się dzieje na drodze. Dopiero na dwóch kółkach przekonujemy się, jak rozległa jest wietnamska stolica. Zdaje się nie mieć końca aż nagle przechodzi w zielone pola ryżowe i małe wioski. Kontrast jest olbrzymi. Jest tu znacznie spokojniej. Ludzie przypatrują nam się z zaciekawieniem, uśmiechają się, proszą o wspólne zdjęcie. Zaledwie 20 km od stolicy zupełnie inny świat. Od tej pory zawsze staramy się choć na chwilę wyjechać poza większe miasta. To właśnie tam Wietnam ma dla nas swoje najbardziej przyjazne oblicze.

 

Chcesz dowiedzieć się więcej o Wietnamie? Zajrzyj tutaj:

Wyspa Cat Ba – nasze wrota do zatoki Ha Long

Sapa – noc wśród tarasów ryżowych pełnych błota

Sajgon – miasto pozytywnej energii

Senne życie Delty Mekongu

Wietnam od kuchni

 

Post został przygotowany na laptopie marki

2 komentarze
  • Kot
    Zamieszczone o 10:39h, 12 maja

    Czołem młoda paro 🙂 Widzę, że podróż kwitnie – super. Klimaty, jakie widac na zdjęciach są po prostu nieziemskie – na zywo pewnie mozna posikac sie z radosci 🙂 Też się pochwalę, właśnie czekam na samolot do Lagos w Nigerii na CDG – służbowo.
    Trzymajcie się ciepło. Buziaki i pozdrowienia.

    • Śledź Nas
      Zamieszczone o 16:29h, 12 maja

      Dzięki! Nigeria – super. My do Afryki na razie nie wybieramy, więc trochę zazdrościmy 🙂